THINGVALLAVATN

Nie wyobrażam sobie wizyty na Islandii bez zawitania nad jezioro Thingvallvatn. Ten ogromny zbiornik, któremu poświęciłem wyprawę trzy lata temu, zamieszkują największe na świecie trocie jeziorowe. Srebrne torpedy, słynące ze swej waleczności, zwykle o tej porze roku przebywają w głębinach jeziora i są bardzo trudne do złowienie, my jednak postanowiliśmy spróbować. Wybieramy odcinek z wyraźnym głębokim spadem blisko brzegu. Paweł jako pierwszy zalicza kontakt z duża rybą, który niestety kończy się spadem. Wieczorem jednak blisko brzegu zalicza spektakularne branie tuż pod nogami i chwilę poźniej cieszy się z pierwszego trofeum. Mi też dopisuje szczęscie i doławiając standardowe 70+ nie schodze o kiju. Następnego dnia na Facebooku dowiadujemy się, że tuż obok nas, na odcinku muchowym, łowił wędkarski celebryta Nils Folmer Jorgensen, który wylądował rybę o wadze 26lb! Może następnym razem….

JEZIORO PALIOWE (HIGHLANDS)

W ciepłych promieniach słońca i zanikającym wietrze pojawiliśmy się wczesnym rankiem nad brzegami nieznanego nam dotąd jeziora. Wzrost temperatury ożywił wszelakie robactwo i łowienie bez pomocy moskitiery czy buffy prawdopodobnie zakończyłoby się załamaniem nerowowym. Przeczesywanie wody zaczęliśmy przy pomocy małych wahadłówek i cieższych obrotówek. Wolne prowadzenie przy dnie przynęt w ciemnych kolorach z czerwonym akcentem dość szybko skutkowało przyjemnym ciężarem na wędce. Branie palii niczym nie przypomina pstragowego strzału. Przynęta jest raczej zasysana niczym karpiowa kulka i dopiero wtedy możemy poczuć rybę na końcu zestawu. Łowisko zaskakuje nas ilością łowionych ryb, niestety o większe okazy było trudniej. Wynagrodzeniem długiego dnia były pieczone palie, których smakiem objadamy się do dziś.

RZEKA KALDAKVISL

Po dość owocnym wędkowaniu w okolicach Rejklaviku postanowiliśmy się wybrać w miejsca rzadziej odwiedzane przez ludzi. Mijając po drodze wiele wspaniałych rzek i jezior, nad którymi chciałoby się zarzucić, docieramy do bazy wędkarskiej położonej wyżej w górach. Tutaj udaję mi się dostać licencję na jeden z najlepszych odcinków rzeki Kaldakvisl. Szeroka bania – pool wpadający do jeziora, w którym Paweł z Tomaszem przerzucali cały dzień palie, otoczony z jednej strony stromym i kamienistym oraz trudno dostępnym klifem trzymał ryby, o czym się szybko przekonałem. Pisząc ten tekst, mogę swobodnie, bez kozery napisać, że był to jeden z najpiękniejszych wieczorów jaki miałem okazję spędzić na rybach. Pomijając uporczywe ataki meszek, komarów oraz lodowatą wodę, w której ciężko było dłużej brodzić, ilość ryb oraz surrealistyczny krajobraz pozwałały zapomnieć o niedogodnościach. Agresywne i chętnie żerujące palie najlepiej reagowały na nimfę prowadzoną z prądem przy pomocy indykatora, mały streamer i daleką nimfę. Siła tych ryb w stosunku do ich masy ciała to już jakaś abstrakcja. Hole ryb 50-60cm na muchówce w klasie siedem przeciągały się tak, aż nabawiłem sie kontuzji nadgarstka. Linka muchowa często odkrywała podkład a zbyt cienki przypon strzelał jak nitka. W takich miejscach spełniają się marzenia, tutaj powstają okładki do magazynów muchowych, tutaj……. trzeba wrócić.

JEZIORO HVITAVATN – ISLANDIA

„Wszędzie po drodze zostawia się cząstkę siebie” – Tadeusz Makowski, Pamiętniki

Po ponad trzech latach powracam do krainy ognia i lodu. Ten najdalszy i zarazem najmłodszy zakątek Europy wtedy przeraził mnie swoją surowością odsłaniając zimne i ponure pustkowia dopiero co przykryte śniegiem. Dziś ten piekielny krajobraz ukształtowany przez wulkany, gejzery i gorące źródła ukazał się w zupełnie innej odsłonie. Obszary zastygłej lawy zostały miejscami odziane polami kwitnącego na niebiesko łubinu, łąki wystrzeliły zielenią skrywając w trawach wysiadujące ptaki a królestwo mchów i porostów wydawało się czerpać w pełni z jakże krótkiego lata. Liczne rzeki i strumienie toczyły turkusową wodę głębokimi kanionami, wśród skał i kamieni, gdzieś dalej na chwilę uspokajały się szemrząc po czarnych piaskach, tudzież spadały wodospadem w dół, aby dalej znaleźć chwilę spokoju kończąc swą drogę w jeziorze czy morzu. Patrzac na ten do złudzenia przypominający pejzaż impresjonistyczny, zaczęliśmy myśleć o mieszkańcach tych wód. Przepięknie wybarwione pstrągi potokowe i arktyczne palie czekały już na nasze przynęty i muchy….   

MUCHÓWKI W DŁOŃ

Pomimo kilku tygodni opóźnienia nad wyspy dotarła prawdziwie wiosenna pogoda. Rozczarowany początkiem sezonu łososiowego odkurzam muchówkę jednoręczną i w towarzystwie Daniela jedziemy na pstrągi. Zwykle o tej porze roku, jeszcze przed rójką jętki majowej w rzece odbywa się tarło strzebli potokowej, która jest podstawowym pokarmem ryb łososiowatych a zwłaszcza pstragów. Ograniczyliśmy się zatem tylko do łowienia na streamer. Ku mojemu zaskoczeniu Daniel już po kilku rzutach zalicza pierwszego kropka, którego kształt świadczy o intensywnym żerowaniu. Na kolejnym dołku udaje mi się złowić tłustą zasiedziałą troć a Daniel zalicza potężne uderzenie i krótki hol zakończony spadem. Przez więkoszość dnia mamy wiele brań, ale ze skutecznością zacięć było gorzej. Ryby odprowadzały muchy trącając je z wyraźnym brakiem zaufania. Mimo tego dzień należał do udanych. Widzieliśmy sporo ryb, kilka udało się złowić a pogoda była wręcz wymarzona.